"Moje alter ego namawia mnie dziś do złego..."
Kaen - Alter Ego
Siedziała na
parapecie, tym parapecie… Zawsze, gdy któraś z nich miała jakiś problem, to
wdrapywała się na „ławeczkę” i myślała, myślała aż przyszła druga i wyżaliły
się sobie nawzajem. Teraz jednak było inaczej… Nie mogła tego nikomu
powiedzieć, nie mogła! Miały zasadę, którą ona zaczynała łamać i to ją w tym
wszystkim bolało najmocniej. Sama w to nie mogła uwierzyć i dalej uważała, że
to tylko wytwór jej wyobraźni, że zaraz się obudzi i znowu wszystko będzie
dobrze. Musiała się komuś wyżalić, bo wybuchnie! Pewnie od razu leciałaby do
Ann, ale ona zbyt zajęta jest pełnią, by brać na głowę jeszcze taką głupotę.
Lily i Dorcas? O nie! One by tego nie zrozumiały, zbyt wierzyły w te słowa, by
rozumieć. Jaka była wtedy głupia… Gdyby mogła cofnąć czas i pójść od razu do
dziewczyn, ale nie! Została jej tylko Marlena, ale czy ona nie wygada reszcie?
Co ona w ogólne bredzi, powinna się chyba położyć, bo jej mózg się przegrzał.
Jak mogła wątpić w Mary? Przecież, to jej przyjaciółka i gdyby poprosiła, żeby
ta zachowała te słowa dla siebie, to tak zrobi. Wszystko by było łatwiejsze,
gdyby nie zakochała się w Franku Longbottomie. Może to się komuś wydawać
dziwne, ale to prawda. Ta Alicja Stace, piękna Huncwotka – Gryfonka, która
uważała, że miłość nie istnieje zakochała się w tym Franku Longbottomie,
przystojnym Huncwotem – Gryfonem, który nie wierzy w miłość i zmienia
dziewczyny jak rękawiczki. Szkoda, że Alie nie wiedziała jednego… Chłopak czuł
to samo.
— Co się stało, Alie?
— usłyszała cichy głos za sobą i jęknęła w duchu, przed nią stała Mary. Nie
spodziewała się, że ta rozmowa nadejdzie tak szybko.
— Siadaj… — mruknęła
i niechętnie zabrała nogi, robiąc miejsce dla przyjaciółki. — To będzie trochę
dłuższa historia.
Dziewczyna przyjrzała
jej się uważnie, a potem usiadła obok niej.
— No to… Nawijaj!
— Ale nie wiem od
czego zacząć…
— Najlepiej od
początku.
— Postaram się.
Zaczęło się to… Tak naprawdę w ostatni dzień szkoły w zeszłym roku i trwa do
dzisiaj. Mary, ja… ja… zakochałam się… — wyszeptała zdruzgotana.
— W kim? — McKinnon
lekko się uśmiechnęła.
— W chłopaku.
— Nie gadaj! Ja
zawsze myślałam, że wolisz dziewczyny! I na co ja się tak napaliłam?!
— Nie żartuj sobie.
— No, okej. To powiesz
mi w kim zakochała się Alie?
— Ale… ale… muszę? —
wyjąkała.
— Tak!
— Tofranklongbottom —
powiedziała tak szybko, że Marlena nic nie rozumiała.
— A może z polskiego
na nasze? — zaproponowała zaskoczona.
— Frank Longbottom… —
wyszeptała i oblała się szkarłatnym rumieńcem.
— Myślałam, że będzie
gorzej! — zaśmiała się głośno.
— Z czego rżysz?
Przecież dziewczyny mnie zabiją!
— Alie… Aż tak w nie
nie wierzysz?
— To nie oto chodzi,
tylko… Po prostu się boje jak zareagują. Miłość nie istnieje, nie pamiętasz?!
— Każdy może zmienić
zdanie, czyż nie?
— Nie! Mary, myśl do
cholery! Ja się w nim zabujałam… Co mam robić? Zapytała z lekką nadzieją.
— Żyć dalej i nie
przejmować się tymi dwiema wariatkami, które cię kochają i zawsze rozumieją! —
zawołała radośnie.
— Masz rację, Mary.
Dziękuję, siostro! — cmoknęła przyjaciółkę w policzek, a potem spojrzała na nią
podejrzliwie. — Twoja kolej.
— Ale z czym? —
udała, że nie wie o co chodzi.
— Oj, ty już dobrze
wiesz z czym! Po prostu mów!
— Nadal nie wiem o co
ci chodzi… — mruknęła. — Ja nie mam żadnych prob…
— Mów!
— No dobra… Ja się
martwię o Ann. Wiesz jak ona przeżywa te wszystkie pełnie, nie? Boi się, że coś
nam zrobi i przez to jest słabsza. Do tego dochodzi, ta sytuacja z tamtego
roku, kiedy zaatakowała Dorcas. Wiem, że to jest dla niej trudne i kochamy ją,
ale nie powinnyśmy tam chodzić razem z nią… — dziewczyna wybuchła płaczem. —
Alie… Ja… ja… Ja się jej boję i nie wiem czy dam radę tak… tak… Wytrwać… Znasz
mnie i wiesz, że jestem słaba w takich sprawach. Ann mnie przeraża, ale… ale
zrobię to dla niej!
— Słuchaj, Mary. Też
się cholernie boję i nie wiem jak dam radę to przejść, ale jeśli prędzej sobie
radziłam, to teraz też to zrobię. Zrobimy
to dla niej, bo ona zawsze jest z nami i nigdy się nie poddaje. Wiesz… Ja
tam bardziej boję się, że ona nie opanuje swojej rządzy i zaatakuje nas
wszystkie. Powinnyśmy jej z jednej strony posłuchać, a z drugiej nie. Mam
jednak jedną propozycję… Głowiłam się kiedyś nad tym i zauważyła, że osoby,
które zostały ugryzione jak ona lubią Animagów. Znaczy… Nie zabiją ich bez
powstrzymywania się, po prostu nie wyczuwają ich krwi — mówiła spokojnie Alie. —
Więc, może… Wiem, że to głupie i pewnie się nie zgodzicie, ale… Zostańmy
Animagami, by móc przebywać z Ann.
Oczy Marleny się
rozszerzył, a na twarzy pojawił się wielki uśmiech.
— Alie, ty jesteś
genialna! — zawołała i rzuciła się na przyjaciółkę, dzięki czemu obydwie spadły
z parapetu.
— Ała, idiotko! —
zaśmiała się, ale zaraz spoważniała. — To nie będzie łatwe zadanie, bo Animagia
to strasznie trudna dziedzina magii. Niby zaklęcie łatwe, ale trzeba się
cholernie skoncentrować.
— Dobra. Teraz
powtórzysz to dziewczyną! — pisnęła i pociągnęła przyjaciółkę za rękę, by po
chwili wyjść z dormitorium.
Weszły do Pokoju
Wspólnego i od razu usłyszały krzyk Lily.
— Ty popieprzony
idioto! Nie dotykaj mnie, bo jeszcze się czymś zarażę!
— Evans… Prędzej ja
zarażę się od ciebie. Patrz jak ty wyglądasz, jesteś cholernie brzydka —
powiedział z ironią Potter.
— Oj, uważaj, bo
jeszcze się przejmę. Kto tu wygląda jak Górski Troll, ten wygląda.
— Mówisz o sobie,
Ruda Szmato? — odezwała się kolejna osoba.
— Cruel, zrób nam
wszystkim przyjemność i idź pod jakąś latarnię, tam na pewno cię każdy lubi.
Spadaj stąd póki nie jestem wkurzona — warknęła Evans.
— Słuchaj się Rudej,
wywłoko! — syknęła Ann. — Bo spotka cię taki sam los jak twojej twarzy.
— Co jest z nią nie
tak? — pisnęła przerażona i zaczęła szukać jakiegoś lustra.
— Nic, tylko się
zastanawiam… Po co ci dwie dupy?
— Uuu! — zawył
rozbawiony Syriusz, a zaraz po nim Remus.
— Pewnie żeby więcej
w nie zmieścić. No wiesz, im więcej chłopaków, tym więcej kasy! — Lily
uśmiechnęła się rozbrajająco.
— Ty zdziro! —
syknęła Ronnie. — Ale wiesz co? Mnie przynajmniej ktoś miał w swoim łóżku, a
nie tak jak ty, Ruda Szmato. Evans Dziewica Desperatka…
— Aż tak bardzo
interesuje cię moje życie, że latasz po każdym męskim dormitorium i szukasz
mnie tam? — zakpiła.
— Evans… Każdy wie,
że jeszcze z nikim nie spałaś, a mi uległ nawet James! — powiedziała z
ironicznym uśmiechem.
— Jesteś tego taka
pewna?
— Że James się ze
mną…?
— Nie, bezmózgu.
Chodzi mi teraz o to pierwsze… Jesteś pewna, że z nikim nie spałam?
— Jak tego, że jestem
piękna! — powiedziała pewnym siebie głosem.
No to zobaczymy, ścierwo…
— Frank, pozwól tu —
powiedziała, a gdy chłopak stanął obok niej ona wyszeptała mu coś do ucha. —
Prawda?
— To prawda.
Przespaliśmy się, problem? — zapytał z seksownym uśmiechem.
Oboje nie wiedzieli,
że w tym momencie złamali serca pewnej osóbki przysłuchującej im się. Nie
płakała, nawet się nie skrzywiła, uśmiechnęła się wesoło, chociaż w głębi serca
czuła jakby umarła i straciła swoją duszę..
— Potrzebujesz
jeszcze więcej dowodów na swoją brzydotę? — zapytała z przesłodzonym uśmiechem.
— Jeden chłopak. Też
mi coś… — prychnęła.
— Słońce… Ja nie
jestem tobą, żeby wskakiwać każdemu do łóżka
— Ugh! — warknęła
zdenerwowana blondynka, a potem podeszła do Pottera i bez zastanowienia wpiła
się w jego usta.
Chłopak od razu oddał
pocałunek z taką samą pasją, a Cruel objęła go nogami w pasie. Całowali się
zachłannie i w pewnym momencie chłopak rozerwał jej koszulkę.
— To jest obleśne… —
mruknęła zdegustowana Evans.
— Popieram, Ruda.
Popieram… — powiedział obrzydzony Syriusz.
— Jak ty mnie
rozumiesz, braciszku! — zawołała i rzuciła mu się na szyje, puszczając oczko
Dorcas.
— Spokojnie Ruda! —
wykrzyknął rozbawiony. — Zaczynam się ciebie bać…
— No bo masz czego…
— Taa? Może mi
jeszcze powiesz, że tych małych piąstek i rudych kłaków?
— Już wiem po kim mam
tę wredotę, Łapo! To nie są kłaki bęcwale, tylko piękne włosy. A tak w ogólne…
Co ty masz do rudych?
— Nie, nic! Na serio,
Ruda! — dodał, gdy spojrzała na niego nie wierząc. — Gdybym coś miał to bym się
z tobą nie przyjaźnił… i z Peterem też.
— Ja nie jestem rudy,
idioto! — zaśmiał się „fioletowy”.
— Ale zaraz możesz
być! — Syriusz też był w dobrym humorze. — Ej, Lunio! Jakie było zaklęcie na
zmianę koloru włosów?
— Serio? — zakpił
przyjaciel, prychając głośno.
— Kurwa! — warknął
zdenerwowany Black i założył kaptur na głowę. — Moje włosy. Moje piękne włosy…
— Ty chyba serio
jesteś gejem.
— Ruda, jak się nie
zamkniesz, to zobaczysz, że jednak nie jestem gejem!
— Nie unoś się tak…
Czy ty chcesz mnie zgwałcić?! — zawołała, udając przerażoną.
— Taa… Bo nie mam nic
innego do roboty, tylko latać za moją przyjaciółką z chęcią zgwałcenia jej.
— Nigdy więcej nie
będę u ciebie w dormitorium.
— Dlaczego mi to
robisz? — zapytał zdesperowany.
— Ale ja nic nie
robię. Mam tylko niewyżytego przyjaciela… Ciekawe kto to.
— No nie wiem… Potter?
— wyszczerzył zęby w uśmiechu.
— To nie jest mój
przyjaciel, matole. Zgodzę się ewentualnie z tym niewyżyty, bo… Patrz —
wskazała na całującą się parę, a może raczej rozbierającą się.
— Masz rację — poparł
ją. — A ja mam pomysł… Tylko się nie przeraź! — zaczął grzebać w kieszeni, a
potem wyciągnął i rzucił w stronę Lily. — Łap!
— Syriusz, jesteśmy
przyjaciółmi — powiedziała wolno.
— Nie dla mnie, tylko
dla nich — powiedział zirytowany, a w połowie jego wypowiedzi Ruda uśmiechnęła
się ironicznie. — Głupia jesteś!
— No wiem, ale to
później…
Zbliżyła się do pary
o dwa kroki, a potem rzuciła w nich paczuszką prezerwatyw.
Przezorny zawsze ubezpieczony.
Jakie było zdziwienie
całujących się, kiedy poczuli, że ktoś im przerywa. Zirytowani oderwali się od
siebie i spojrzeli prosto w roześmiane zielone tęczówki.
— To może wam się
przydać, skarby wy moje! — posłała im olśniewający uśmiech.
— Co? — zapytali
zdezorientowani.
— To — podała im
„Magicznie zapobiega ciąży – 100% pewność”.
Potter wziął od
dziewczyny przedmiot i obejrzał dookoła jakby nigdy czegoś takiego nie widział.
— Po co mi to?
— Mam tłumaczyć?
Serio jesteś taki głupi czy niedoświadczony?
Syriusz na te słowa
wybuchł głośnym śmiechem.
— Nie chciałabyś
widzieć mojego doświadczenia — powiedział z błyskiem w oku i zbliżył się do
niej.
— Chcesz żebym
zginęła tak młodo?! — zapytała oburzona. — I weź do mnie nie podchodź! Jesteś
teraz skazany przez Cruel.
— Nie przesadzaj,
Evans. W tym jest o wiele lepsza od ciebie — odpowiedział z wesołym uśmiechem.
Wiedział, że tym ją wkurzy.
— Cieszę się!
Przynajmniej w czymś jest lepsza! — zaśmiała się, a potem posłała blondynce
wredny uśmiech.
— Evans, czy ty
jesteś zazdrosna? — zapytał z lekkim uśmiechem.
— No chyba cię coś
popieprzyło! — zaśmiała się z takiego absurdalnego pomysłu.
— Na szczęście mózg
mnie nie zawodzi i jednak mnie nie kochasz! — wyszczerzył się.
— To ty myślisz? —
zapytała zaskoczona. — Słyszysz, Łapo? On myśli!
— Coś w to wątpię! —
zaśmiał się brunet, puszczając jej oczko.
— I ty Brutusie
przeciwko mnie?
— Takie życie, James.
— Ty, Evans i ta
wasza wredność — warknął lekko poirytowany.
— Dla mnie to
komplement! — powiedzieli oboje, a potem wybuchli śmiechem.
— Jesteście siebie
warci!
— Dzięki!
—Aleś ty… — Alie mu
przerwała.
— Jeśli nie chcecie
spóźnić się na lekcje, to chodźcie! — warknęła i nie patrząc na nikogo wyszła z
PW.
— A ją co ugryzło? —
zapytała zaskoczona Lily.
— Nic — odpowiedziała
o sekundę za szybko Marlena.
— Kłamiesz —
stwierdziła natychmiast.
— Wcale…
— Nie mów, że wcale
nie, bo widzę.
— No dobra! Tak,
kłamię.
— Ale dlaczego?
— Tego już powiedzieć
nie mogę.
— Ale, Mary… —
zaczęła, ale jej przyjaciółka jednym słowem skończyła temat.
— Nie.
Rudowłosa wzruszyła
ramionami, ale postanowiła porozmawiać z przyjaciółką. Jak na komendę wszyscy
wyszli z PW, by po chwili schodzić schodami do lochów.
— O ile mnie pamięć
nie myli, to macie jeszcze zadanie do wykonania — powiedział z wrednym
uśmiechem Remus.
— Pamiętamy! —
powiedziała z wesołym uśmiechem Ann.
— To będzie najbardziej
zboczona lekcja świata! — zaśmiała się głośno Lily, a przyjaciółka jej
zawtórowała.
— To chyba mnie na
nich nie było.
— Potter, zrób nam
przyjemność i stań pod latarnią obok Cruel.
— Jesteś powalona,
Evans.
— To chyba jeszcze
nie znasz siebie.
— Szkoda, że ty znasz
siebie.
— Och, zamknij ten
ryj! — warknęła na niego.
— Jesteś jakaś
nienormalna!
— Nie gadaj! Zdążyłam
zauważyć.
— Dziwię się, że
jeszcze nie wpadłaś w jakiś obłęd, czy coś — zakpił z wrednym uśmiechem.
— Ty to już się o
mnie nie martw, bo jeszcze przez to nabawisz się większego debilizmu niż teraz
— warknęła lekko zdenerwowana.
— Nie denerwuj się
tak, bo będziesz brzydsza niż jesteś — poradził jej z wielkim uśmiechem. Jak on
uwielbiał ją denerwować.
— Chyba długo nie
patrzałeś w lustro.
— Evans, Evans… Po
prostu przyznaj mi rację.
— Ruda jest
najseksowniejszą dziewczyną ze wszystkich, które widziałem. Oczywiście zaraz po
Meadowes! — wyszczerzył się brunet.
— Daruj sobie, Balck…
— mruknęła rozbawiona Dorcas.
— Łapo, ale z ciebie
przyjaciel. Evans pomagasz, a mi nie.
— To też moja
przyjaciółka, więc wiesz! — zaśmiał się wesoło.
— Ale ona zawsze
wygrywa takie kłótnie!
— Potter. Przyzwyczaj
się do porażek, bo będzie ci się to zdarzać coraz częściej… — wymruczała mu do
ucha. Nawet nie wiedziała jak znalazła się tak blisko niego.
Chłopak zbliżył swoją
twarz.
— Jeszcze zobaczymy,
Evans… — szepnął jej prosto w usta i niby niechcący je musnął.
— Powiedziałam,
Potter, żebyś mnie nie dotykał, bo jesteś skażony przez Cruel! — warknęła.
— Nie, słońce.
Powiedziałaś, że nie mam podchodzić, a to co innego.
— Ja nie widzę
różnicy, skarbie… — mruknęła, a potem bez ostrzeżenia wpiła się w jego usta.
Trwało to ułamek, ale
James już wiedział, która lepiej całuje, zresztą od początku kitował, że to ta
szmata Cruel jest lepsza. Chciał sprowokować Rudą i znowu poczuć jej malinowe
usta na swoich. Co z tego, że się nienawidzili, jeśli lubili się całować?
— Nadal skażony przez
Ronnie… mruknęła i kolejny go
pocałowała.
Już chciała się
odsunąć, ale czyjeś silne ramiona ją oplotły. Rogacz pogłębił pocałunek,
wplatając jej rękę we włosy. Całowali się namiętnie i zachłannie. Po kilku
sekundach rudowłosa znowu się odsunęła.
— Teraz jesteś
skażony przeze mnie, Potter. Całuski… — syknęła mu prosto w usta i stanęła obok
śmiejącej się Dorcas.
— Stary, wyszedłeś na
idiotę — powiedział Syriusz i poklepał przyjaciela po plecach.
— No kurwa nie gadaj!
— zirytował się okularnik. — Ale ja się jej odpłacę…
— I tak ci się nie
uda…
— Nie wierzysz we
mnie, Łapo? — wyszczerzył się, a w jego oczach dało się zobaczyć wesołe błyski.
— Udowodnij, to ci
uwierzę — zaśmiał się Syriusz.
— Jesteś głupi!
— A ty masz rogi.
— A ty pchły i co?
— Gówno, Rogasiu.
— Znowu chce ci się
srać? — zapytał zrezygnowany.
— No wiesz… Jak
nażresz się tyle kotletów, to potem tak jest! — zaśmiał się głośno.
— Nie wierzę w to co
mówię, ale chodźmy na eliksiry…
— Masz gorączkę,
stary? — zapytał zaskoczony brunet.
— Łapciu… Evans i Ann
będą odgrywały zboczoną scenkę przy Slughornie. Tego nie można przegapić!
— I to mi się podoba,
James!
Wszyscy razem weszli
do klasy, gdzie siedzieli już wszyscy. Zostały ostatnie kilka miejsc, więc
wszyscy rzucili się do ławek. Zdenerwowana Lily usiadła z Jamesem, bo Dorcas
zabijała ją wzrokiem. Meadowes zajęła miejsce obok Syriusza, Ann obok Remusa,
Marlena z Peterem, a Frank dosiadł się do mało zadowolonej Alie.
— No, więc… Ten… —
zająknął się Mistrz Eliksirów. — Jak już mówiłem, zanim mi przerwano… Warzymy
dzisiaj eliksir, do którego będzie nam potrzebna skóra węża. Jest może ktoś kto
chciałby to zrobić?
— Już ja się nim
zajmę — powiedziała to takim zmysłowym i seksownym tonem, że kilku chłopaków aż
spadło z krzesła.
Podeszła z gracją do
stolika i zaczęła poruszać ręką w górę i w dół po zeschniętym już wężu. Wszyscy
byli w szoku. No bo kto by się spodziewał czegoś takiego po Prefekt Naczelnej?
— Ann… — zaczęła z
politowaniem Ruda. — Robisz to nie tak jak powinnaś!
Zmysłowym krokiem
podeszła do przyjaciółki, przy okazji puszczając jej oczko, i wyrwała jej martwe
zwierze z ręki, robiąc dokładnie to samo co blondynka tylko szybkimi, a zarazem
delikatnymi ruchami.
— Na mą duszę… —
wyszeptał zaskoczony nauczyciel, rumieniąc się jak piwonia. — Dziewczynki… Co
wy wyprawiacie?
— Taka mała mugolska
lekcja WDŻ-tu… — wymruczały uwodzicielsko.
— Minus piętnaście
punktów dla Gryffindoru! — zawołał oburzony, a cała klasa wybuchła śmiechem.
Reszta lekcji minęła
normalnie, chociaż profesor McGonagall zrobiła dziewczyną ogromną awanturę. Po
zajęciach wybrały się razem z Huncwotami do Hagrida , a potem wróciły
wykończone do dormitorium, gdzie ich ostatnią myślą była jutrzejsza pełnia.
------------------------------
Hej, hej Skrzaty :*
Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba i że się nie zawiedliście =)
Planuję w następnym rozdziale grubszą akcję, więc się szukujcie xD
I co... Wymyśliliście "czym" jest Ann, skoro nie wilkołakiem? No myślcie, główkujcie i naprawdę myślcie. Podpowiedź. To cholernie oklepane xD
Ogłaszam wszem i wobec, że już niedługo pojawi się szablon z Zaczarowanych <33 Jaram się tym cholernie i ubóstwiam kochaną Szkielet Smoka :*
Dedykacja dla Piernicka <3 Bo jesteś i mnie wspierasz i może nawet lubisz, no i masz na pocieszenie, bo ja nie mogę być tak blisko ciebie =D

