niedziela, 11 maja 2014

6. "Jesteś skażony i taka mała mugolska lekcja WDŻ-tu..."


"Moje alter ego namawia mnie dziś do złego..." 
Kaen - Alter Ego

Siedziała na parapecie, tym parapecie… Zawsze, gdy któraś z nich miała jakiś problem, to wdrapywała się na „ławeczkę” i myślała, myślała aż przyszła druga i wyżaliły się sobie nawzajem. Teraz jednak było inaczej… Nie mogła tego nikomu powiedzieć, nie mogła! Miały zasadę, którą ona zaczynała łamać i to ją w tym wszystkim bolało najmocniej. Sama w to nie mogła uwierzyć i dalej uważała, że to tylko wytwór jej wyobraźni, że zaraz się obudzi i znowu wszystko będzie dobrze. Musiała się komuś wyżalić, bo wybuchnie! Pewnie od razu leciałaby do Ann, ale ona zbyt zajęta jest pełnią, by brać na głowę jeszcze taką głupotę. Lily i Dorcas? O nie! One by tego nie zrozumiały, zbyt wierzyły w te słowa, by rozumieć. Jaka była wtedy głupia… Gdyby mogła cofnąć czas i pójść od razu do dziewczyn, ale nie! Została jej tylko Marlena, ale czy ona nie wygada reszcie? Co ona w ogólne bredzi, powinna się chyba położyć, bo jej mózg się przegrzał. Jak mogła wątpić w Mary? Przecież, to jej przyjaciółka i gdyby poprosiła, żeby ta zachowała te słowa dla siebie, to tak zrobi. Wszystko by było łatwiejsze, gdyby nie zakochała się w Franku Longbottomie. Może to się komuś wydawać dziwne, ale to prawda. Ta Alicja Stace, piękna Huncwotka – Gryfonka, która uważała, że miłość nie istnieje zakochała się w tym Franku Longbottomie, przystojnym Huncwotem – Gryfonem, który nie wierzy w miłość i zmienia dziewczyny jak rękawiczki. Szkoda, że Alie nie wiedziała jednego… Chłopak czuł to samo.
— Co się stało, Alie? — usłyszała cichy głos za sobą i jęknęła w duchu, przed nią stała Mary. Nie spodziewała się, że ta rozmowa nadejdzie tak szybko.
— Siadaj… — mruknęła i niechętnie zabrała nogi, robiąc miejsce dla przyjaciółki. — To będzie trochę dłuższa historia.
Dziewczyna przyjrzała jej się uważnie, a potem usiadła obok niej.
— No to… Nawijaj!
— Ale nie wiem od czego zacząć…
— Najlepiej od początku.
— Postaram się. Zaczęło się to… Tak naprawdę w ostatni dzień szkoły w zeszłym roku i trwa do dzisiaj. Mary, ja… ja… zakochałam się… — wyszeptała zdruzgotana.
— W kim? — McKinnon lekko się uśmiechnęła.
— W chłopaku.
— Nie gadaj! Ja zawsze myślałam, że wolisz dziewczyny! I na co ja się tak napaliłam?!
— Nie żartuj sobie.
— No, okej. To powiesz mi w kim zakochała się Alie?
— Ale… ale… muszę? — wyjąkała.
— Tak!
— Tofranklongbottom — powiedziała tak szybko, że Marlena nic nie rozumiała.
— A może z polskiego na nasze? — zaproponowała zaskoczona.
— Frank Longbottom… — wyszeptała i oblała się szkarłatnym rumieńcem.
— Myślałam, że będzie gorzej! — zaśmiała się głośno.
— Z czego rżysz? Przecież dziewczyny mnie zabiją!
— Alie… Aż tak w nie nie wierzysz?
— To nie oto chodzi, tylko… Po prostu się boje jak zareagują. Miłość nie istnieje, nie pamiętasz?!
— Każdy może zmienić zdanie, czyż nie?
— Nie! Mary, myśl do cholery! Ja się w nim zabujałam… Co mam robić? Zapytała z lekką nadzieją.
— Żyć dalej i nie przejmować się tymi dwiema wariatkami, które cię kochają i zawsze rozumieją! — zawołała radośnie.
— Masz rację, Mary. Dziękuję, siostro! — cmoknęła przyjaciółkę w policzek, a potem spojrzała na nią podejrzliwie. — Twoja kolej.
— Ale z czym? — udała, że nie wie o co chodzi.
— Oj, ty już dobrze wiesz z czym! Po prostu mów!
— Nadal nie wiem o co ci chodzi… — mruknęła. — Ja nie mam żadnych prob…
— Mów!
— No dobra… Ja się martwię o Ann. Wiesz jak ona przeżywa te wszystkie pełnie, nie? Boi się, że coś nam zrobi i przez to jest słabsza. Do tego dochodzi, ta sytuacja z tamtego roku, kiedy zaatakowała Dorcas. Wiem, że to jest dla niej trudne i kochamy ją, ale nie powinnyśmy tam chodzić razem z nią… — dziewczyna wybuchła płaczem. — Alie… Ja… ja… Ja się jej boję i nie wiem czy dam radę tak… tak… Wytrwać… Znasz mnie i wiesz, że jestem słaba w takich sprawach. Ann mnie przeraża, ale… ale zrobię to dla niej!
— Słuchaj, Mary. Też się cholernie boję i nie wiem jak dam radę to przejść, ale jeśli prędzej sobie radziłam, to teraz też to zrobię. Zrobimy to dla niej, bo ona zawsze jest z nami i nigdy się nie poddaje. Wiesz… Ja tam bardziej boję się, że ona nie opanuje swojej rządzy i zaatakuje nas wszystkie. Powinnyśmy jej z jednej strony posłuchać, a z drugiej nie. Mam jednak jedną propozycję… Głowiłam się kiedyś nad tym i zauważyła, że osoby, które zostały ugryzione jak ona lubią Animagów. Znaczy… Nie zabiją ich bez powstrzymywania się, po prostu nie wyczuwają ich krwi — mówiła spokojnie Alie. — Więc, może… Wiem, że to głupie i pewnie się nie zgodzicie, ale… Zostańmy Animagami, by móc przebywać z Ann.
Oczy Marleny się rozszerzył, a na twarzy pojawił się wielki uśmiech.
— Alie, ty jesteś genialna! — zawołała i rzuciła się na przyjaciółkę, dzięki czemu obydwie spadły z parapetu.
— Ała, idiotko! — zaśmiała się, ale zaraz spoważniała. — To nie będzie łatwe zadanie, bo Animagia to strasznie trudna dziedzina magii. Niby zaklęcie łatwe, ale trzeba się cholernie skoncentrować.
— Dobra. Teraz powtórzysz to dziewczyną! — pisnęła i pociągnęła przyjaciółkę za rękę, by po chwili wyjść z dormitorium.
Weszły do Pokoju Wspólnego i od razu usłyszały krzyk Lily.
— Ty popieprzony idioto! Nie dotykaj mnie, bo jeszcze się czymś zarażę!
— Evans… Prędzej ja zarażę się od ciebie. Patrz jak ty wyglądasz, jesteś cholernie brzydka — powiedział z ironią Potter.
— Oj, uważaj, bo jeszcze się przejmę. Kto tu wygląda jak Górski Troll, ten wygląda.
— Mówisz o sobie, Ruda Szmato? — odezwała się kolejna osoba.
— Cruel, zrób nam wszystkim przyjemność i idź pod jakąś latarnię, tam na pewno cię każdy lubi. Spadaj stąd póki nie jestem wkurzona — warknęła Evans.
— Słuchaj się Rudej, wywłoko! — syknęła Ann. — Bo spotka cię taki sam los jak twojej twarzy.
— Co jest z nią nie tak? — pisnęła przerażona i zaczęła szukać jakiegoś lustra.
— Nic, tylko się zastanawiam… Po co ci dwie dupy?
— Uuu! — zawył rozbawiony Syriusz, a zaraz po nim Remus.
— Pewnie żeby więcej w nie zmieścić. No wiesz, im więcej chłopaków, tym więcej kasy! — Lily uśmiechnęła się rozbrajająco.
— Ty zdziro! — syknęła Ronnie. — Ale wiesz co? Mnie przynajmniej ktoś miał w swoim łóżku, a nie tak jak ty, Ruda Szmato. Evans Dziewica Desperatka…
— Aż tak bardzo interesuje cię moje życie, że latasz po każdym męskim dormitorium i szukasz mnie tam? — zakpiła.
— Evans… Każdy wie, że jeszcze z nikim nie spałaś, a mi uległ nawet James! — powiedziała z ironicznym uśmiechem.
— Jesteś tego taka pewna?
— Że James się ze mną…?
— Nie, bezmózgu. Chodzi mi teraz o to pierwsze… Jesteś pewna, że z nikim nie spałam?
— Jak tego, że jestem piękna! — powiedziała pewnym siebie głosem.

No to zobaczymy, ścierwo…
— Frank, pozwól tu — powiedziała, a gdy chłopak stanął obok niej ona wyszeptała mu coś do ucha. — Prawda?
— To prawda. Przespaliśmy się, problem? — zapytał z seksownym uśmiechem.
Oboje nie wiedzieli, że w tym momencie złamali serca pewnej osóbki przysłuchującej im się. Nie płakała, nawet się nie skrzywiła, uśmiechnęła się wesoło, chociaż w głębi serca czuła jakby umarła i straciła swoją duszę..
— Potrzebujesz jeszcze więcej dowodów na swoją brzydotę? — zapytała z przesłodzonym uśmiechem.
— Jeden chłopak. Też mi coś… — prychnęła.
— Słońce… Ja nie jestem tobą, żeby wskakiwać każdemu do łóżka
— Ugh! — warknęła zdenerwowana blondynka, a potem podeszła do Pottera i bez zastanowienia wpiła się w jego usta.
Chłopak od razu oddał pocałunek z taką samą pasją, a Cruel objęła go nogami w pasie. Całowali się zachłannie i w pewnym momencie chłopak rozerwał jej koszulkę.
— To jest obleśne… — mruknęła zdegustowana Evans.
— Popieram, Ruda. Popieram… — powiedział obrzydzony Syriusz.
— Jak ty mnie rozumiesz, braciszku! — zawołała i rzuciła mu się na szyje, puszczając oczko Dorcas.
— Spokojnie Ruda! — wykrzyknął rozbawiony. — Zaczynam się ciebie bać…
— No bo masz czego…
— Taa? Może mi jeszcze powiesz, że tych małych piąstek i rudych kłaków?
— Już wiem po kim mam tę wredotę, Łapo! To nie są kłaki bęcwale, tylko piękne włosy. A tak w ogólne… Co ty masz do rudych?
— Nie, nic! Na serio, Ruda! — dodał, gdy spojrzała na niego nie wierząc. — Gdybym coś miał to bym się z tobą nie przyjaźnił… i z Peterem też.
— Ja nie jestem rudy, idioto! — zaśmiał się „fioletowy”.
— Ale zaraz możesz być! — Syriusz też był w dobrym humorze. — Ej, Lunio! Jakie było zaklęcie na zmianę koloru włosów?
— Serio? — zakpił przyjaciel, prychając głośno.
— Kurwa! — warknął zdenerwowany Black i założył kaptur na głowę. — Moje włosy. Moje piękne włosy…
— Ty chyba serio jesteś gejem.
— Ruda, jak się nie zamkniesz, to zobaczysz, że jednak nie jestem gejem!
— Nie unoś się tak… Czy ty chcesz mnie zgwałcić?! — zawołała, udając przerażoną.
— Taa… Bo nie mam nic innego do roboty, tylko latać za moją przyjaciółką z chęcią zgwałcenia jej.
— Nigdy więcej nie będę u ciebie w dormitorium.
— Dlaczego mi to robisz? — zapytał zdesperowany.
— Ale ja nic nie robię. Mam tylko niewyżytego przyjaciela… Ciekawe kto to.
— No nie wiem… Potter? — wyszczerzył zęby w uśmiechu.
— To nie jest mój przyjaciel, matole. Zgodzę się ewentualnie z tym niewyżyty, bo… Patrz — wskazała na całującą się parę, a może raczej rozbierającą się.
— Masz rację — poparł ją. — A ja mam pomysł… Tylko się nie przeraź! — zaczął grzebać w kieszeni, a potem wyciągnął i rzucił w stronę Lily. — Łap!
— Syriusz, jesteśmy przyjaciółmi — powiedziała wolno.
— Nie dla mnie, tylko dla nich — powiedział zirytowany, a w połowie jego wypowiedzi Ruda uśmiechnęła się ironicznie. — Głupia jesteś!
— No wiem, ale to później…
Zbliżyła się do pary o dwa kroki, a potem rzuciła w nich paczuszką prezerwatyw.

Przezorny zawsze ubezpieczony.
Jakie było zdziwienie całujących się, kiedy poczuli, że ktoś im przerywa. Zirytowani oderwali się od siebie i spojrzeli prosto w roześmiane zielone tęczówki.
— To może wam się przydać, skarby wy moje! — posłała im olśniewający uśmiech.
— Co? — zapytali zdezorientowani.
— To — podała im „Magicznie zapobiega ciąży – 100% pewność”.
Potter wziął od dziewczyny przedmiot i obejrzał dookoła jakby nigdy czegoś takiego nie widział.
— Po co mi to?
— Mam tłumaczyć? Serio jesteś taki głupi czy niedoświadczony?
Syriusz na te słowa wybuchł głośnym śmiechem.
— Nie chciałabyś widzieć mojego doświadczenia — powiedział z błyskiem w oku i zbliżył się do niej.
— Chcesz żebym zginęła tak młodo?! — zapytała oburzona. — I weź do mnie nie podchodź! Jesteś teraz skazany przez Cruel.
— Nie przesadzaj, Evans. W tym jest o wiele lepsza od ciebie — odpowiedział z wesołym uśmiechem. Wiedział, że tym ją wkurzy.
— Cieszę się! Przynajmniej w czymś jest lepsza! — zaśmiała się, a potem posłała blondynce wredny uśmiech.
— Evans, czy ty jesteś zazdrosna? — zapytał z lekkim uśmiechem.
— No chyba cię coś popieprzyło! — zaśmiała się z takiego absurdalnego pomysłu.
— Na szczęście mózg mnie nie zawodzi i jednak mnie nie kochasz! — wyszczerzył się.
— To ty myślisz? — zapytała zaskoczona. — Słyszysz, Łapo? On myśli!
— Coś w to wątpię! — zaśmiał się brunet, puszczając jej oczko.
— I ty Brutusie przeciwko mnie?
— Takie życie, James.
— Ty, Evans i ta wasza wredność — warknął lekko poirytowany.
— Dla mnie to komplement! — powiedzieli oboje, a potem wybuchli śmiechem.
— Jesteście siebie warci!
— Dzięki!
—Aleś ty… — Alie mu przerwała.
— Jeśli nie chcecie spóźnić się na lekcje, to chodźcie! — warknęła i nie patrząc na nikogo wyszła z PW.
— A ją co ugryzło? — zapytała zaskoczona Lily.
— Nic — odpowiedziała o sekundę za szybko Marlena.
— Kłamiesz — stwierdziła natychmiast.
— Wcale…
— Nie mów, że wcale nie, bo widzę.
— No dobra! Tak, kłamię.
— Ale dlaczego?
— Tego już powiedzieć nie mogę.
— Ale, Mary… — zaczęła, ale jej przyjaciółka jednym słowem skończyła temat.
— Nie.
Rudowłosa wzruszyła ramionami, ale postanowiła porozmawiać z przyjaciółką. Jak na komendę wszyscy wyszli z PW, by po chwili schodzić schodami do lochów.
— O ile mnie pamięć nie myli, to macie jeszcze zadanie do wykonania — powiedział z wrednym uśmiechem Remus.
— Pamiętamy! — powiedziała z wesołym uśmiechem Ann.
— To będzie najbardziej zboczona lekcja świata! — zaśmiała się głośno Lily, a przyjaciółka jej zawtórowała.
— To chyba mnie na nich nie było.
— Potter, zrób nam przyjemność i stań pod latarnią obok Cruel.
— Jesteś powalona, Evans.
— To chyba jeszcze nie znasz siebie.
— Szkoda, że ty znasz siebie.
— Och, zamknij ten ryj! — warknęła na niego.
— Jesteś jakaś nienormalna!
— Nie gadaj! Zdążyłam zauważyć.
— Dziwię się, że jeszcze nie wpadłaś w jakiś obłęd, czy coś — zakpił z wrednym uśmiechem.
— Ty to już się o mnie nie martw, bo jeszcze przez to nabawisz się większego debilizmu niż teraz — warknęła lekko zdenerwowana.
— Nie denerwuj się tak, bo będziesz brzydsza niż jesteś — poradził jej z wielkim uśmiechem. Jak on uwielbiał ją denerwować.
— Chyba długo nie patrzałeś w lustro.
— Evans, Evans… Po prostu przyznaj mi rację.
— Ruda jest najseksowniejszą dziewczyną ze wszystkich, które widziałem. Oczywiście zaraz po Meadowes! — wyszczerzył się brunet.
— Daruj sobie, Balck… — mruknęła rozbawiona Dorcas.
— Łapo, ale z ciebie przyjaciel. Evans pomagasz, a mi nie.
— To też moja przyjaciółka, więc wiesz! — zaśmiał się wesoło.
— Ale ona zawsze wygrywa takie kłótnie!
— Potter. Przyzwyczaj się do porażek, bo będzie ci się to zdarzać coraz częściej… — wymruczała mu do ucha. Nawet nie wiedziała jak znalazła się tak blisko niego.
Chłopak zbliżył swoją twarz.
— Jeszcze zobaczymy, Evans… — szepnął jej prosto w usta i niby niechcący je musnął.
— Powiedziałam, Potter, żebyś mnie nie dotykał, bo jesteś skażony przez Cruel! — warknęła.
— Nie, słońce. Powiedziałaś, że nie mam podchodzić, a to co innego.
— Ja nie widzę różnicy, skarbie… — mruknęła, a potem bez ostrzeżenia wpiła się w jego usta.
Trwało to ułamek, ale James już wiedział, która lepiej całuje, zresztą od początku kitował, że to ta szmata Cruel jest lepsza. Chciał sprowokować Rudą i znowu poczuć jej malinowe usta na swoich. Co z tego, że się nienawidzili, jeśli lubili się całować?
— Nadal skażony przez Ronnie…  mruknęła i kolejny go pocałowała.
Już chciała się odsunąć, ale czyjeś silne ramiona ją oplotły. Rogacz pogłębił pocałunek, wplatając jej rękę we włosy. Całowali się namiętnie i zachłannie. Po kilku sekundach rudowłosa znowu się odsunęła.
— Teraz jesteś skażony przeze mnie, Potter. Całuski… — syknęła mu prosto w usta i stanęła obok śmiejącej się Dorcas.
— Stary, wyszedłeś na idiotę — powiedział Syriusz i poklepał przyjaciela po plecach.
— No kurwa nie gadaj! — zirytował się okularnik. — Ale ja się jej odpłacę…
— I tak ci się nie uda…
— Nie wierzysz we mnie, Łapo? — wyszczerzył się, a w jego oczach dało się zobaczyć wesołe błyski.
— Udowodnij, to ci uwierzę — zaśmiał się Syriusz.
— Jesteś głupi!
— A ty masz rogi.
— A ty pchły i co?
— Gówno, Rogasiu.
— Znowu chce ci się srać? — zapytał zrezygnowany.
— No wiesz… Jak nażresz się tyle kotletów, to potem tak jest! — zaśmiał się głośno.
— Nie wierzę w to co mówię, ale chodźmy na eliksiry…
— Masz gorączkę, stary? — zapytał zaskoczony brunet.
— Łapciu… Evans i Ann będą odgrywały zboczoną scenkę przy Slughornie. Tego nie można przegapić!
— I to mi się podoba, James!
Wszyscy razem weszli do klasy, gdzie siedzieli już wszyscy. Zostały ostatnie kilka miejsc, więc wszyscy rzucili się do ławek. Zdenerwowana Lily usiadła z Jamesem, bo Dorcas zabijała ją wzrokiem. Meadowes zajęła miejsce obok Syriusza, Ann obok Remusa, Marlena z Peterem, a Frank dosiadł się do mało zadowolonej Alie.
— No, więc… Ten… — zająknął się Mistrz Eliksirów. — Jak już mówiłem, zanim mi przerwano… Warzymy dzisiaj eliksir, do którego będzie nam potrzebna skóra węża. Jest może ktoś kto chciałby to zrobić?
— Już ja się nim zajmę — powiedziała to takim zmysłowym i seksownym tonem, że kilku chłopaków aż spadło z krzesła.
Podeszła z gracją do stolika i zaczęła poruszać ręką w górę i w dół po zeschniętym już wężu. Wszyscy byli w szoku. No bo kto by się spodziewał czegoś takiego po Prefekt Naczelnej?
— Ann… — zaczęła z politowaniem Ruda. — Robisz to nie tak jak powinnaś!
Zmysłowym krokiem podeszła do przyjaciółki, przy okazji puszczając jej oczko, i wyrwała jej martwe zwierze z ręki, robiąc dokładnie to samo co blondynka tylko szybkimi, a zarazem delikatnymi ruchami.
— Na mą duszę… — wyszeptał zaskoczony nauczyciel, rumieniąc się jak piwonia. — Dziewczynki… Co wy wyprawiacie?
— Taka mała mugolska lekcja WDŻ-tu… — wymruczały uwodzicielsko.
— Minus piętnaście punktów dla Gryffindoru! — zawołał oburzony, a cała klasa wybuchła śmiechem.
Reszta lekcji minęła normalnie, chociaż profesor McGonagall zrobiła dziewczyną ogromną awanturę. Po zajęciach wybrały się razem z Huncwotami do Hagrida , a potem wróciły wykończone do dormitorium, gdzie ich ostatnią myślą była jutrzejsza pełnia.
------------------------------
Hej, hej Skrzaty :*
Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba i że się nie zawiedliście =)
Planuję w następnym rozdziale grubszą akcję, więc się szukujcie xD 
I co... Wymyśliliście "czym" jest Ann, skoro nie wilkołakiem? No myślcie, główkujcie i naprawdę myślcie. Podpowiedź. To cholernie oklepane xD
Ogłaszam wszem i wobec, że już niedługo pojawi się szablon z Zaczarowanych <33 Jaram się tym cholernie i ubóstwiam kochaną Szkielet Smoka :*
Dedykacja dla Piernicka <3 Bo jesteś i mnie wspierasz i może nawet lubisz, no i masz na pocieszenie, bo ja nie mogę być tak blisko ciebie =D 

Chciałabym wam teraz pokazać dzieło Marzenki, które mnie cholernie urzekło i sprawiło, że me serce jest o stokroć większe <3